Zbyszek Bieniak

muzyka, teksty, aranżacje, scenariusze filmowe/reklamowe, copywriting

 

Oddział Zamknięty - Mój debiut

Któregoś dnia otrzymałem telefon od Pogorzałki… „Chciałbyś pośpiewać w Oddziale Zamkniętym?’’ Byłem pewien, że to żart. Stawiłem się jednak na spotkanie. Pogorzałka nie żartował. Właśnie rozstał się z poprzednim wokalistą (Robert Janowski) i szukał kogoś na jego miejsce. I tak zaczęła się moja przygoda z Oddziałem Zamkniętym, która trwała dokładnie 3 lata. Graliśmy wtedy w składzie: Wojtek Łuczaj Pogorzelski (gitara), Wiesiek Gola (perkusja), Robert ”Misiek” Jaszewski (ex Martyna Jakubowicz). Skład był zaskakująco dobry. Wiesiu Jacek Gola to chyba najlepszy pałker z jakim kiedykolwiek gralem ! Ćwiczył codziennie po 6 godzin , po czym grał z nami 4 godzinne próby ! Wraz z Miśkiem tworzyli potężną sekcję rytmiczną. Byliśmy wtedy na etapie poszukiwań nowej jakości muzycznej.


Nowa płyta OZ

Pierwszy utwór, który zarejestrowaliśmy w ‘’Studiu Wawrzyszew’’, to doskonały hard rockowy numer p.t ‘’Okop”. Tak rozbudowanego, cieżkiego i cudownie budującego napięcie numeru, OZ nie miał nigdy wcześniej, ani nigdy póżniej. Co ciekawe, było to moje pierwsze zetknięcie się ze studiem nagraniowym. Nigdy wcześniej nie miałem ku temu okazji, więc było to dla mnie ogromne wyzwanie, tym bardziej, że nie miałem przygotowanego tekstu. Napisałem go na kolanie w studiu, podczas gdy Pogorzałka rejestrował swoją gitarę. Numer ten był prezentowany m.i.n w radiowej „Trójce”, choć był za ciężki na listę przebojów, zresztą nikt tu nie liczył na przebój.
’’ Okop’’ miał pokazać nowe, cięższe oblicze zespołu. Zadanie zostało wykonane w 100%. Za każdym razem, gdy wykonywaliśmy ten utwór, ludziom przechodziły ’’ciary po plecach’’ i po koncercie często rozmawialiśmy o antywojennym wydźwięku tej kompozycji i emocjach, które jej towarzyszyły.
Nastepny numer zarejestrowany w tym samym studiu to „ Co na to ludzie”, piosenka opowiadająca o niszczącej sile narkotyków. Miał to być tytułowy numer naszej płyty. Zarówno „ Okop”, jak i „ Co na to ludzie”, wyprzedziły czas o kilkanaście lat ,... Po kilkunastu latach piosenka ‘’Co na to ludzie” wyszła na płycie pod tym samym tytułem, ale już z zupełnie innym wokalistą, (Marcin Czyżewski) i w jakże zubożonej wersji…. Szkoda .Nie była to wszak wina Czyżewskiego ani Pogorzałki, po prostu nikt po latach nie pamiętał jak brzmiał oryginal.


Mój pierwszy koncert z OZ

Mój pierwszy w życiu koncert z prawdziwego zdarzenia odbył się w warszawskim klubie „Riviera Remont”. Byłem w niezłym stresie. Stresie, ponieważ wiecie, Oddział Zamknięty- zespół na topie. Ja, małolat bez doświadczenia, nowe numery, których nikt nie zna, i do tego bramka nie chciała mnie wpuścić na mój własny koncert, bo nie wierzyli, że jestem z Oddziału Zamkniętego. Do tego wszystkiego fani, którzy nie najlepiej przyjęli poprzedniego wokalistę (Robert Janowski), więc czego mogłem oczekiwać? Pośród publiki usadowiła się niemal cała warszawska branża muzyczna. Każdy był ciekaw nowego nabytku OZ. Przybyli także przedstawiciele rodzimego showbiz, oraz dziennikarze. Wyobrażacie sobie lepszy zestaw stresogenny? Mimo wszystko uszedłem z życiem i koncert najwyraźniej się udał ! Fani zaakceptowali mnie jako wokalistę ,choć mieli trudności ze zrozumieniem niektórych nowych kawałków.
Graliśmy kolejne koncerty, a w międzyczasie komponowaliśmy i szlifowaliśmy nowe piosenki. W mediach zapowiadaliśmy nowa płytę, która miała ukazać się niebawem….
Kolejne utwory mieliśmy zarejestrować w małym prywatnym studiu w Warszawie. Ponieważ nagrań mieliśmy dokonać na taśmie analogowej, powstał pewien dylemat; głowica tegoż magnetofonu była zwyczajnie zjechana. Właściciel studia miał sprowadzić nową z Londynu. Jakoś mu to nie wychodziło. W pewnym momencie po dłuższym czasie oczekiwania stwierdził , że właściwie możemy nagrywać na tej starej głowicy. Zaręczył, że jakość będzie zadowalająca, niestety nie była… Zarejestrowaliśmy cały material, lecz nie chcieliśmy inwestować kasy w niepełnowartościowy materiał. Rozgoryczenie było straszne. Nagle okazało się ,że cała praca poszła na darmo. Z tego co wiem, to nikt z Oddziału Zamkniętego nie posiada tego materiału, choćby na kasecie. Podobno Pogorzałka próbował się przez lata jakoś dogadać z tym gościem, ale nic nigdy z tego nie wyszło.
Nadal graliśmy, to było najważniejsze. Zaliczaliśmy kolejne koncerty i zdobywaliśmy kolejnych fanów naszego nowego grania. Oczywiście stałymi punktami programu, były największe przeboje OZ t.j’’ Prywatka”, ‘’Obudź się ’’, ‘’ Andzia-Gandzia’’, ‘’Odmienić los’’, ‘’Ich marzenia’’, ‘’Twój każdy krok’’, ‘’Ten wasz świat’’ e.c.t.
W pewnym momencie Lady Pank tradycyjnie wyczesało Oddziałowi Zamkniętemu kolejnego muzyka. Był nim tym razem Wiesiu Gola (wcześniej zgarnęli z OZ m.i.n takich muzyków jak; Paweł ‘’Kapiszon’’Mścisławski-bass, Jarek ‘’Szlaga’’ Szlagowski-bębny). Moim zdaniem to lekkie przegięcie,jedyne co cieszy to fakt, że Oddział Zamknięty wychował wielu wspaniałych muzyków, co robi zresztą do dziś. Na miejsce Wiesia wszedł jego kumpel ,Jacek Kaczmarek niezły bębniarz, ale nie mieliśmy z nim wspólnego języka. Zagraliśmy z Jackiem kilka koncertów. Trzeba przyznać, że naprawdę dobrych.
W pewnej chwili dołączył do nas drugi gitarzysta, „Samba” . To zupełnie nowe doświadczenie. ‘’Samba’’ był uważany w środowisku muzycznym za wymiatacza, lecz zdaniem wielu fanów był za bardzo metalowy jeśli chodzi o Oddział Z. Mimo tego zagraliśmy wspólnie kilka niezapomnianych sztuk.


Pamiętny koncert

Pamiętam koncert w Radzyniu Podlaskim, gdzie na rogatkach zatrzymała nas policja.Byliśmy pewni, że nam wlepią mandat za przekroczenie prędkości, ale policjant zapytał tylko…”Oddział Zamknięty” ? Odpowiedzieliśmy, że tak...na co policjant rzekł ;”Będziemy was eskortować do miasta, żebyście mogli czuć się komfortowo”.
Podwieźli nas do knajpy i powiedzieli, że tu będziemy się stołować.
W owej knajpie przyjęto nas iście po królewsku (czy ktoś kiedyś jadł schabowego, którego średnica przekraczała objętość talerza? Właściciel postawił kilka skrzynek wódki, ale nie skorzystaliśmy, ponieważ byliśmy przed koncertem.
Na tym właśnie koncercie Wojtek Pogorzelski poczuł się nagle bardzo zle (wczesniej brał jakieś antybiotyki, które miały go postawić na nogi, niestety skutek był odwrotny) i nagle zszedł ze sceny. Wtedy wlaśnie mógł się popisać drugi gitarzysta’’ Samba’’, który zaczął zabawiać ludzi swoimi solówkami. Był to niesamowity popis, ale ile można grać solo? Wtedy przyszedłem mu z odsieczą i akompaniując sobie na gitarze akustycznej , chyba jedyny raz w życiu wykonałem swoją kompozycję ,którą graliśmy co prawda na próbach z Oddziałem, ale nigdy na koncertach. Numer miał tytuł „Wciąż Cię widzę”. Zapłonęły zapalniczki, a pod koniec kawałka, jak gdyby nigdy nic wyszedł Wojtek i dokończyliśmy wspólnie koncert . Ludzie myśleli, że tak miało być i to było fajne.


Dni Morza

Musze wspomnieć również o niezapomnianym koncercie OZ w Sopocie na imprezie
’’Dni Morza”. Zagraliśmy wspaniałą sztukę, Ludzie szaleli nieprawdopodobnie, recenzje dziennikarzy typu ’’Oddział Zamknięty znów w świetnej formie”, no wiecie, dla mnie to było bardzo ważne… Ale nie o tym chciałem…
Po koncercie tłum fanów przybył po autografy i zaczął się totalny hardcore. Mieliśmy jechać do hotelu, ale fani zablokowali wyjazd i po godzinie musiała interweniować ochrona…


Dołek Jarego

W tamtym czasie zaprzyjaźniłem się z Krzysiem Jaryczewskim , ale niestety był to jeden z najgorszych okresów w jego życiu. Jary był zdołowany utratą głosu i żył w innym świecie.,
’’ Pogo’’ poprosił "Jarego", żeby napisał jakieś teksty. Ostatecznie stworzył dwa, nawet fajne, ale jakoś nie mixowały się z numerami i ostatecznie ja je napisałem.
Pierwszy z nich to „Zrób coś”. Numer, który po wielu, wielu latach trafił na płytę „Parszywa Trzynastka” oraz na składankę „Być wolnym”, firmowaną przez Janka Borysewicza.Utwór ten pojawił się pod zmienionym tytułem „I co dalej” w wykonaniu Krzysztofa Wałeckiego.
Wciąż się zastanawiam po kiego grzyba zmienili tytuł i tekst? Wcześniej z powodzeniem graliśmy go na koncertach i miał promować na singlu naszą nową płytę.


Powrót Wieśka

Któregoś pięknego dnia wpadł do nas na próbę Wiesiu Gola. Spytał czy mógłby chwilę z nami pograć. Zaczęliśmy wspólnie improwizować i Wiesiu kompletnie odjechał. Zaczął szaleć jakby nie grał parę lat. To było fantastyczne! …”Wiecie, Janek Borysewicz każe mi grać oszczędnie. Cieszę się , że możemy znów razem pograć bez jakichkolwiek ograniczeń…


Riviera Remont-załoganci

W tym czasie chodziłem do szkoły i nasz manager często wpadał, żeby mnie zwolnic z zajęć. Powody podawał różne (koncert, wywiad, nagranie) i panie nauczycielki zawsze łykały temat, choćby był najbardziej nieprawdopodobny .
Przeważnie przesiadywaliśmy w ”Remoncie”, z racji tego, ze tam mieliśmy próby. Przewijało się tam mnóstwo muzyków, z którymi bardziej lub mniej się kumplowaliśmy.
Scenę reggae reprezentowal Daab( z Andrzejem Krzywym na wokalu), jednak przeważały załogi punkowe t.j, Tilt, Deuter, Xenna, etc. Nie zwykle barwną postacią był Zygzak (wokalista Xenny).
W sumie wszyscy się jakoś dogadywaliśmy i wspólnie bawiliśmy, bez względu na poglądy.
Inni stali bywalcy "Remontu", o których muszę wspomnieć, to starzy załoganci t.j. ’’System’’, ‘’Oxford’’,’’Sydney’’, "Magik" ( made in Poland), ‘’Majonez’’ z Didet Bidet (kapela Roberta Gawlińskiego) , ‘’Money’’, ‘’Karakuł’’ z Perfectu, ‘’Gogo’’ (Xenna, Tilt) -słynny wymiatacz dziewczyn, "Fala’’, ’’Czombe’’ z Tiltu i Deutera.
"Remont" był dla nas drugim domem, spędzaliśmy tam mnóstwo czasu prowadząc wzniosłe dyskusje filozoficzne lub po prostu rozmowy o dupie Maryni.
Często wpadał też Jary, którego traktowałem jak starszego brata i z chęcią słuchałem jego rad związanych z muzyka rockową. Krzyś miał za sobą ogromne doświadczenie estradowe, zaliczył tysiące koncertów, a ja dopiero wchodziłem w ten temat. Zawsze mi powtarzał: ’’Bądź sobą, nie próbuj niczego udawać, bo ludzie od razu to wyczują”. Do dziś jestem mu za to wdzięczny i trzymam się tych zaleceń. Dzięki Krzysiu.


Kayah

Czasami wpadała Kasia Szczot zwana dziś Kayah. Była zawsze grzeczna i dobrze ułożona. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek chciała śpiewać coś innego, niż funky czy soul. Faktem jest, że w tamtym czasie była najbardziej popularna chórkową, która użyczała swojego głosu prawie wszystkim liczącym się zespołom, m.in.”Rastar”, ”Zgoda”, ”Tilt”,”De Mono”.
Niestety, jej kariera solowa stała w miejscu, bo nikt nie wierzył, że taki styl może się przebić.
Próbowała swoich sił również z Bodkiem Kowalewskim - basistą z Manaam’u w zespole Pistoleros.
Mimo fajnej muzy nie było wystarczającego zapotrzebowania na taki dźwięk.
Ja zresztą miałem podobny okres w swoim życiu, kiedy byłem zatrudniany jako chórkowy, bo stałem się modny jako męski odpowiednik Kayah. Brano mnie, bo wszyscy znali moje elastyczne podejście do muzyki. Generalnie nigdy nie miałem problemu z wpasowaniem się w jakikolwiek styl muzyczny. Niewątpliwie zawdzięczałem to w dużym stopniu swoim kumplom-wybitnym muzykom, którzy kazali mi wymyślać linie melodyczne do swoich szalonych utworów.


Młodzi wirtuozi

Mieliśmy wtedy po kilkanaście lat i spotykaliśmy się non stop po domach improwizując godzinami. Byli to dwaj nietuzinkowi gitarzyści, którzy rywalizowali miedzy sobą i wymyślali coraz to trudniejsze figury muzyczne, skomplikowanych podziałach. Mam tu na myśli gościa pod tytułem Alek Sawko i Bogdan Wawrzynowicz. Pierwszy nigdy nie zrobił kariery muzycznej, bo nie mógł znaleźć muzyków, którzy by sprostali jego wymaganiom. Drugi grał póżniej z Edytą Bartosiewicz. Potem w super grupie Energy... To chyba obok Human najbardziej niedoceniony polski zespol. Grali tam sami najwięksi ; Maciek Gładysz-gitara(znany z takich składów jak Syndia, Edyta Bartosiewicz,Human. (Krzysztof Patocki-Kasia Kowalska,Human,Yokashin) Boguś Wawrzynowicz, ostatecznie wylądował w grupie Maanam, gdzie gra do dziś.


Koncert w Siedlcach

Był to pierwszy i jedyny koncert Oddziału Zamkniętego, na którym pojawił się mój starszy brat Mirek. Z racji tego, że też jest muzykiem( gitarzystą) , bardzo zależało mi, żeby wypadł świetnie. Graliśmy tym razem zupełnie inne numery niż zwykle, głównie z „Redy nocą’’,co zdarzało nam się niezwykle rzadko. Największy aplauz nastąpił po ‘’Debiucie’’, ale drugi numer ‘’Wciąż cię widzę’’, wykonany po raz drugi i chyba ostatni na koncercie OZ, rozpalił zapalniczki w całej hali koncertowej. Mojemu bratu natomiast, który jest zwolennikiem bardziej złożonej muzy, przypasowały o dziwo 3 numery premierowe ‘’Okop’’, ‘’Co na to ludzie’’, oraz ‘’Zrób coś’’.
Po sztuce najbardziej zabawne było rozdawanie autografów miejscowym bandziorom na odświętnych koszulach i spodniach. Za nic w świecie nie chcieli dopuścić innych fanów do nas. Cóż, rozumiem, że chcieli być oryginalni.

Pierwsze spotkanie z członkami fan klubu OZ.

Byłem nieźle zestresowany na wieść, że mamy odbyć spotkanie z fanami w klubie ‘’Riviera-Remont’’. Spodziewałem się najgorszego, bo znałem z opowieści jak bardzo nie lubili kolesia, który jako pierwszy objął stery po Krzysiu Jaryczewskim. Mam tu na myśli Roberta Janowskiego, który musiał sprostać legendzie Jarego, a uwierzcie, nie było to łatwe. Spotkanie odbyło się w bardzo przyjaznej atmosferze. Zadawano mi mnóstwo pytań, oraz oznajmiono mi, że "jestem właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu".
Do tej pory czuję wdzięczność dla tych ludzi za to, że pomogli mi uwierzyć w siebie. Wielkie dzięki!


Szkoła Muzyczna

W tym czasie uczęszczałem do Szkoły Muzycznej, gdzie uczyłem się gry na przedziwnym instrumencie, zwanym waltornią. Instrument ten wygląda jak pokręcony rogalik i brzmi jak róg angielski nawołujący do polowania. Zresztą ma wspólne korzenie z angielskim rogiem, z tym, że jest bardziej wyrafinowany. Mój profesor twierdził, że mam świetny słuch i że mam szansę zostać niezłym waltornistą.
Rok wyżej na waltorni, był wspomniany wcześniej wirtuoz gitary, Alek Sawko. Niestety, liczne koncerty, próby, wywiady i inne historie dotyczące Oddziału Zamkniętego, doprowadziły do tego, ze musiałem rozstać się ze szkołą, a co za tym idzie, z instrumentem. Wirtuoz gitary, też nie skończył szkoły, choć z zupełnie innych powodów(...)
Inni muzycy z którymi chodziłem w tym samym czasie do w/w szkoły -

Waldemar Szof- (póżniej Zagadang, Yokashin, Pędzący Jeż)
Irek Szczygieł- (póżniej Yokashin)
Bogdan Wawrzynowicz-(póżniej Energy,Edyta Bartosiewicz, Manaam)
Zbyszek Niewiadomski-(póżniej Zagadang)
Waldek Bieniak-(póżniej Deuter, Outsider, Prosta Sprawa)
Piotr Korzeniowski-(później Szwagier Kolaska, Sędzia Dred, Daab)


Znowu Krzyś Jaryczewski

Jary będąc z jednej strony największą legendą rocka w Polsce, a z drugiej najbardziej nieszczęśliwym kolesiem w Układzie Słonecznym. Zaczął pisać teksty dla innych, żeby choć po części wykorzystać swój nieogarniony potencjał. Stworzył wtedy sporo rzeczy dla przedziwnej kapeli pod wezwaniem ‘’Tamerline. Pisał zresztą dla całej rzeszy wykonawców, o których mało kto wie. Każdy wierzył w mit Jarego, i to się sprawdzało. Jary w przedziwny sposób, zawsze potrafi skomentować niebanalnie rzeczywistość i zawsze mu to świetnie wychodzi.
Pewnego dnia podarował mi zabytkową książkę Hemingway’a i powiedział’’… jest to dla mnie bardzo ważny egzemplarz ale chciałbym, żebyś go przetrzymał i być może kiedyś mi go oddał’’.
Do dnia dzisiejszego mam ją w swoich zbiorach, ale wyznaczam już dzień, w którym mu ją zwrócę. Zresztą już raz próbowałem , że oddam i nic z tego nie wyszło. "Jeszcze chwilę..."- powiedział Jary i tak ją trzymam w bezpiecznym miejscu, czekając na właściwy moment.


Koncert w Białej Podlaskiej

Jako support, grał przed nami zespół Fatum, ze słynnym wokalistą o niesamowitym głosie, którego nazywano ‘’Uriah”, (na cześć niezapomnianego zespołu Uriah Heep). Koncert ów był wyjątkowy z dwóch powodów:
1) Wojtek Pogorzelski zaczął po raz pierwszy śpiewać ze mną chórki, co nadało naszym numerom nowego koloru (z tego co wiem, obecnie Wojtek już nie ma takich oporów, ale wtedy bywało z tym różnie).
2)zagraliśmy głównie premierowy materiał, który załapał. Koncert ten trzeba zaliczyć do bardzo udanych.


Historia muzyki rozrywkowej

W tamtym okresie leciał taki program muzyczny w TVP, o wdzięcznej nazwie ’’Historia muzyki rozrywkowej’’. Według kolejności alfabetycznej przedstawiano kolejne zespoły i gdy doszło do litery ‘’O’’ ,zaatakowano Oddział Zamknięty. Kazano nam dostarczyć wszelkie materiały i zdjęcia dotyczące zespołu. Wyciągnęliśmy z przepastnych archiwów OZ najlepsze zdjęcia i artykuły, które były w posiadaniu Mamy Wojtka Pogorzelskiego. Zrobiła to bardzo niechętnie, jakby przeczuwała, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Miała rację, program co prawda poleciał, ale materiały do nas nigdy nie wróciły. Do dziś mamy z tego powodu problem, żeby zilustrować tamten okres działalności Oddziału Zamkniętego.

Rock’n’roll’owa Mama ("Lotka")

Absolutnym zjawiskiem była Mama Wojtka Pogorzelskiego. Była absolutną fanką rocka i myślę, że czuła i rozumiała muzykę 100 razy lepiej niż nie jeden zawodowy muzyk. Często korzystaliśmy z Jej rad. Kiedy padło z Jej ust magiczne słowo ‘’rockmeja’’, można było być pewnym, że numer jest na poziomie.


Ostatni koncert

Pożegnalny koncert Oddziału Zamkniętego w tym składzie, odbył się na warszawskim Torwarze. Po raz pierwszy zespół wprowadził instrumenty klawiszowe (Roland d 50). Był to zupełnie inny Oddział Zamknięty. Póżniej klawisze zagościły w OZ już na stałe.

Podstawowy skład z tego okresu:

Zbyszek Bieniak - wokal
Wojtek Łuczaj Pogorzelski – gitara
Robert ‘’Misiek’’ Jaszewski - bas
Jacek, Wiesiek Gola - perkusja

Inni muzycy:

Jacek Kaczmarek- perkusja
Samba- gitara
Bora- gitara
Bartek Piasecki- inst. klawiszowe


20-lecie Oddziału Zamkniętego

I oto znowu spotkaliśmy się, tym razem w naprawdę imponującym składzie!
Byli prawie wszyscy muzycy, którzy grali w Oddziale i było to niezapomniane przeżycie.


Niezapomniana sesja

Pewnego dnia pojawiliśmy się na Powiślu, aby zrobić sesję zdjęciową 'przekrojowego' Oddziału Zamkniętego.
Miło było zobaczyć wszystkich w jednym miejscu.
Nie kończącym się rozmowom i anegdotom z przeszłości nie było końca.
Miłe było to, że Jacek Gola przyjechał specjalnie na tę okazję ze Stanów Zjednoczonych.
Wynikiem tej sesji był plakat, na którym można było zobaczyć Oddział... w wielu wcieleniach
 
 
 
Znowu próby z OZ

Nie obyło się oczywiście bez prób, które odbywały się nieustannie z innymi składami. Wokaliści, gitarzyści, basiści, perkusiści, etc zmieniali się jak rękawiczki. Każdy przypominał sobie utwory sprzed lat z łezką w oku.
Niezmiennie grał tylko Wojtek Pogorzelski, który nigdy nie opuścił pokładu OZ...Ahoj Kapitanie! :)


Wesoły autobus

Punkt godz. 11-sta wyruszył spod sali prób (ul. Śnieżna) wesoły autobus, którego zawartość była totalnie nieobliczalna. Oprócz w/w muzyków znajdowali się tam również starzy znajomi OZ, fani zespołu oraz całkiem przypadkowi ludzie żądni wrażeń.
Podróż trwała około 6 godz. W tym czasie wydarzyło się więcej, niż przez kilkadziesiąt lat w życiu urzędnika poczty.


Koncert w Operze Leśnej

Nikt nie spodziewał się aż takich tłumów. Oddział Zamknięty wypełnił całą Operę(!) Kolejni oddziałowcy byli nagradzani gromkimi brawami. Myślę, że wszyscy byliśmy niesamowicie wzruszeni i szczęśliwi. Poczuliśmy atmosferę sprzed wielu lat x100.
W jednym z utworów gościnnie wystąpił Artur Gadowski, który też nie ukrywał wzruszenia.
Nie zabrakło również Jarego, który odśpiewał kilka nawiększych hitów Oddziału... Publiczność na stojąco odśpiewała Jaremu "Sto lat..!"
Bisom nie było końca!
Po koncercie atmosfera wcale nie opadła. Niekończące się wywiady i natchnione rozmowy z fanami do białego rana.
Następnego dnia zmęczony autobus odjechał w kierunku Warszawy.


Koncert w "Trójce"

I kolejny kocert z okazji 20-lecia Oddziału Zamkniętego. Tym razem w studiu Agnieszki Osieckiej, w radiowej "Trójce". Koncert prowadził największy autorytet muzyczny większości z nas, Piotr Kaczkowski.
Moim marzeniem zawsze było, by poznać osobiście Pana Piotra. Niestety prowadził konferansjerkę z nieoświetlonego balkonu. Cóż, życie płata figle.
Kilka lat później na koncercie Wishbone Ash, kumpel wskazał mi gościa mówiąc: "To jest Piotr Kaczkowski". Bez zastanowienia podszedłem do Niego mówiąc: "Zawsze chciałem Pana poznać..." :)
Wracając do koncertu..,troszkę nam się wyszczuplił skład. Kilku muzyków musiało wracać do swoich zajęć i obowiązków. Nie znaczy to jednak, że koncert był gorszy. Sala była wypełniona po brzegi. Atmosfera cudowna!
Nie zabrakło oczywiście Jarego, który odśpiewał z rozgrzaną salą kilka nieśmiertelnych hitów OZ.
Ów koncert został zarejestrowany i leży gdzieś w archiwach "Trójki".


Koncert w Muszli Praskiej

Ostatnim moim wspólnym koncertem z okazji 20-lecia OZ był występ w Muszli Praskiej.
W tym przypadku skład zawęził się do ówczesnego składu plus ja. Wspólnie z wokalistą, Krzyśkiem Wałeckim odśpiewaliśmy wszystkim znane piosenki.
Na tym koncercie nastąpił nieprzyjemny wypadek. W pewnym momencie Krzysiek Wałecki dostał pod oko zapalniczką, którą rzucił w niego jakiś pijany dresiarz. Nie mogło to jednak popsuć fantastycznej atmosfery konceru. Krzysiek nie przerwał śpiewania, dresiarz się wycofał, a publika nagrodziła wokalistę wielkimi brawami.


Myślałem, że to koniec....

Myślałem, że tymi trzema wspaniałymi koncertami zakończę swoją przygodę z Oddziałem Zamkniętym. Myliłem się.


Koncert w Białogardzie

Jest rok 2007(sierpień). Siedzę sobie na wakacjach w Białogardzie i nagle widzę plakat OZ. Myślę sobie: "Wpadnę posłuchać chłopaków". Dzwonię do Egona, menagera OZ i oznajmiam, iż będę dziś na ich koncercie. Wchodzę na zaplecze, żeby przywitać się. Koncert już trwa. Witam się z Egonem, a ten wypycha mnie na scenę. Mówi, że wcześniej w autokarze( po moim telefonie) ustalili, że będę z nimi śpiewał w kilku numerach.
"Jakie numery pamiętasz?" - pyta Egon, wręczając mi liste kawałków."Żadnych do cholery, nie pamietam żadnych, no przynajmniej w całości..." - "Dasz sobie radę, Czarek(wokalista) ci pomoże.Marsz na scenę!".
I w ten o to przedziwny sposób po raz kolejny wystąpiłem na żywo z Oddziałem... przed wspaniałą publicznością.
Co zabawne, podpisywałem analogi 1-szej płyty, na której przecież nie śpiewałem, ale co tam... :)


To jeszcze nie koniec...

Kolejnym koncertem z moim udziałem był również przypadkowy występ w tym samym roku w Ząbkach, pod Warszawą. Scenariusz był bardzo podobny. Oby było ich jak najwięcej.


Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi...